No weather information available
Top

Lajfstajl #3 – Książka o Stambule i chiński gangsta rap

Dzień dobry,

Sporo czasu minęło od ostatniego lajfstajla. Dzisiaj będzie o czymś dla oka, ucha, umysłu i kreatywnego rozwoju. Oto moja dawka jesiennych inspiracji. Wciąż zachęcam Was do dzielenia się w komentarzach własnymi, wszak Internet (i świat realny) to studnia bez dna.

Książka

Stambuł – w oparach miejskiego absurdu – Agata Welgołaska

do kupienia tutaj http://turcjapolprzewodnik.pl

Prosto od autorki (o której już było we vlogu, przy okazji recenzji książki Turcja – półprzewodnik obyczajowy) nabyłam egzemplarz nowej książki o Stambule. Przyznam szczerze… obawiałam się, czy będę mogła szczerze ją polecić, gdyż opis wskazywał na to, że będzie to treść mocno „uduchowiona”. A ja nie przepadam za górnolotnością i poetyckością w opisie rzeczywistości. Taki mam klimat. I tu nastąpiło wielkie bum, bo książkę połknęłam jednym haustem!

Jeśli ktoś mógłby tylko raz spojrzeć na świat, powinno mu się pokazać Stambuł (Alphonse de Lamartine)

ksiazka 2Nie wiem czy wynika to z faktu, że w Stambule spędziłam 2 lata, a opisy autorki sprawiły, że poczułam się tak jakbym znów się tam znalazła. Serio! Aż sama byłam zdziwiona, że jest to możliwe ciągiem liter.

Ale to nie to wzbudziło mój największy zachwyt nad książką. Język jakim operuje Agata jest szalenie INSPIRUJĄCY!!!

Czasem ktoś pyta mnie w jaki sposób ubogacić swoje słownictwo. Opowiedź – czytając książki takie jak te. Mój zakreślacz, którym operuję czytając, miał naprawdę sporo do roboty tym razem.

ksiazka 1Czasami zaznaczałam całe strony. To nie staromodna literatura piękna, którą można studiować w pocie czoła, która wymaga od nas co najmniej wyższego wykształcenia polonistycznego. To współczesne słownictwo, bez prostactwa i przeintelektualizowania, łatwe w odbiorze dla każdego, ale wciąż – piękne!
Ta książka nauczyła mnie, że elokwentne, inteligentne, zabawne i pomysłowe opisy mogą być bardziej fascynujące niż wartka akcja.

Deptanie stóp, szturchanie ramion, ocieranie zderzaków taksówek o posiniaczone od kopnięć turystów łydki. I klaksony, zawsze te klaksony. Jakby orszak weselny przejeżdżał przez miasto dzień i noc.

Ulice nie leżą do siebie prostopadle. Ani równolegle. Ani nawet w jakimkolwiek zdroworozsądkowym porządku. Architekt miasta wziął kredkę i zaczął w furii zamazywać kartkę jak rozzłoszczone dziecko, któremu zabroniono bazgrać po ścianach. Rezultat? Mapa Stambułu.

Jeśli ktoś nie może pojechać – powinien przeczytać, a jeśli jedzie – warto przeczytać, by wiedzieć jak Stambuł przeżyć i na co patrzeć, by z tygodniowego urlopu urwać jak najwięcej.

 

Youtube

Odkryłam niedawno pewien kanał, który przede mną odkryło jakieś 100k osób, ale nieważne. Stał się on jednym z moich ulubionych i każdy odcinek oglądam w ciemno, niezależnie od tytułu.

Montaż to jeden z najbardziej niewdzięcznych zawodów, bo jeśli zrobi się go dobrze – nikt niczego nie zauważy.

Na gałęzi – to mustwatch kanał dla tych, którzy interesują się filmem w kontekście techniczno-refleksyjnym. Dla wariatów, którzy lubią komentować błędy, analizować ujęcia, zajarani są storytellingiem i technikliami (nie chciałam rzucać tym słowem na początku, bo to nie jest kanał tylko dla profesjonalistów, a również dla po prostu dociekliwych). Dowiecie się dlaczego film ze świetnym scenariuszem Was zanudził i zmęczył, a niskobudżetowy projekt w rękach utalentowanych może porwać Was w przestworza. Do tego – sympatyczny prowadzący i profesjonalne podejście.

Muzyka

Szanowni! Nowy dział w Lajfstajlu. Nie wiem czemu nie wpadłam na to wcześniej, bo przecież muzyki zwożę zawsze sporo z wojaży. Dzisiaj edycja chińska. Poniższe pozycje znalazłam przeszukując dyski „publicznych” komputerów w hostelach, w czasie mojej podróży po Chinach. Polecam.

Język chiński szalenie mi się w muzyce podoba. Jest chyba nawet bardziej melodyjny niż angielski… Uprzedzę pytania:

  1. Nie, nie rozumiem o czym śpiewają. Ale może to i lepiej – proszę mnie nie uświadamiać, jeżeli ktoś szprecha po chińsku (wciąż mam w głowie mój wielki zawód, gdy wreszcie zrozumiałam w latach 90 o czym śpiewają w Ace of Base).
  2. Nie, nie podam Wam nazw zespołów po polsku…

To jest moja, osobista, chińska piosenka, której słuchałam na okrągło w drodze. I w postoju. Słuchałam jej nawet kiedy nie chciałam – grały ją wszystkie sklepy sprzedające bębenki, a urodziwe Chinki podbijały rytm na kongach.

To jest bomba! Jest tu cały świat: chiński język, Santana, bliskowschodnie pasaże w bridge’ach, refren – no sami powiedzcie, który znany zespół słyszycie, pod koniec nawet inspiracja Rage Against the Machine. I kolo w dreadach.

Bardzo zachęcam do odsłuchania całości!

Poprawiacz humoru totalny!!!!

I na koniec MC HotDog…. Który był moim „pierwszym odkryciem” z przyłojeniem i produkcją w zachodnim stylu. Kupuję ten gangsta style z uroczym zmiękczonym akcentem si si ci ci 🙂

 

 

 

zostaw komentarz

LUBISZ MÓJ BLOG?

Możesz objąć kanał Globstory patronatem.

Dzięki!

@globstory

Follow Me