No weather information available
Top

Jak zacząć podróżować?

Słuchaj tego posta na:

Słowem wstępu.
Ci, z którymi jesteśmy na łączach na Instagramie już wiedzą. Wylałam kawę na komputer i straciłam narzędzie mojej pracy. Oczywiście teraz piszę na jakimś komputerze, ale niestety sprzęt do montażu to mocarny potwór i nie każdy byle kompik może go zastąpić. Jest to dłuższa historia więc przejdę od razu do konkluzji – nie mogę montować filmów przez miesiąc, do czasu powrotu mego kompa z serwisowego sanatorium.
Tak, smutno mi.
Natomiast powstały w wyniku tego wydarzenia czas wolny od montowania – postanowiłam spożytkować na to, na co czasu było wcześniej mniej. Mamy z Mateuszem plan, aby więcej pisać na blogu. I aby audioposty pojawiły się na platformach podcastowych, tak jak prosiliście. No więc zajęłam się tym teraz.
Dzisiaj temat, który dawno temu zapisałam sobie jako DO RYCHŁEGO ZROBIENIA. Temat jest nie mój – nie ja go wymyśliłam, ani nie Mateusz. Temat przyszedł do nas od Was. Zdziwiło mnie trochę to jak często się powtarza więc zbieram tu wszystkie złote myśli, które przychodzą mi do głowy.

Jak zacząć podróżować? 
Jedno z najczęściej zadawanych pytań. Nie tylko podróżnikom, ale wszystkim, których zawód nas ciekawi i sami chcielibyśmy spróbować. Jak zacząć? Jaki jest pierwszy krok? Jak się odważyć? Jak to zorganizować? Skąd wziąć pieniądze?
Pogadajmy o tym!

Zacznę trochę znienacka, ale obiecuję, że po tym akapicie będą konkrety. 
Czy faktycznie każdy musi podróżować? Czy to rzeczywiście jedyna rzecz w życiu, na którą warto wydawać pieniądze? Czy gdy nie podróżuję – trafiam do marginesu społecznego – ludzi, których profil na instagramie zawiera same smutne fotki krajowe?
Są takie dyscypliny, którymi zajmują się inni, a ja się nie zajmuję i jestem zazdrosna.Patrzę na twarzoksiążkową ścianę ludzi, którzy mają pieski i przykro mi, że sama nie mogę go mieć. Widzę w wydarzeniach koncerty muzykujących znajomych i mam przez chwilę poczucie straconej szansy i czasów, gdy sama pisałam piosenki. 
W czasach analogowych, czyli przed powstaniem internetu znałam to uczucie jako: zazdrość.
Teraz, z memów, wiem że określa się ono jako FOMO – Fear of missing out.

Fear of Missing Outlęk przed pominięciem (syndrom pojawiający się u użytkowników mediów społecznościowych, lękających się, że przegapią coś istotnego i ominie ich to bezpowrotnie)

Na Wyspach Brytyjskich istnieje jednostka chorobowa znana jako Facebook Envy, określająca smutek i stany depresyjne wywołane ekspozycją na zbyt wiele fajny fotek w mediach społecznościowych. 
Podróże są jednym z najbardziej pożądanych aktywności i choć ciężko w to uwierzyć – niezawsze tak było. I choć nie mam na to potwierdzenia w badaniach socjologicznych – mam podejrzenia, że jest to zasługa (lub wina) nowych mediów. 
Do tej pory spotykam w różnych miejscach na świecie ludzi, którzy nigdy nie zapuszczalisię do sąsiedniego województwa, z wyboru. Bo podróże są drogie, męczące i w ogóle bez sensu. Bo nie ma potrzeby jechać bez celu, bo w domu najlepiej, najbezpieczniej, bo choroba lokomocyjna. 
W górzystym Laosie wielokrotnie widziałam wyrzucane przez okno busów plastikowe torebkinapełnione wymiocinami. Ludzie podróżują tam tak rzadko, że żołądki, albo raczej błędniki – nie wytrzymują długich godzin w drodze, których wymaga niemal każda podróż w tym kraju. 

Gdy pomyśli się o tym z tej strony – to faktycznie, podróże są sensu.
Po co i za czym?
W naszej naturze leży przemieszczanie się jedynie do nowych łowisk czy zgodnie z cyklem pór roku i wegetacją. Ale z pewnymi wyjątkami – nie praktykowaliśmy tego od +/- 10 000 lat, od czasu udomowienia pszenicy.
Możemy wreszcie przestać się zadręczać tułaczką po świecie!
A jednak napędzamy się wzajemnie: książkami, filmami, popkulturą, mediami społecznościowymi i całym podróżniczym przemysłem. I ja też to napędzam. 
Odkąd jeżdzę po świecie – dzielę się historiami, przemyśleniami, zdjęciami, filmami… 
Patrzenie na uśmiechniętych ludzi w internecie sprawia, że mamy poczucie, że są szczęśliwi. My też sami chcemy być szczęśliwi. Powinniśmy więc robić to co oni, by to szczęście osiągnąć. Proste. 
Sama temu ulegam więc te słowa piszę też trochę dla siebie, bo warto sobie robić przypominajki.

Mateusz, kiedy przeczytałam mu ten oto zapisany fragment tego tekstu, zauważył również, że kiedyś było tak, że o podróżach opowiadała garstka ludzi, np. przy okazji pokazów fotograficznych. I nie każdy umiał robić to dobrze i ciężko było się podekscytować nimi tak, jak ekscytujemy się widząc setki czy tysiące kolorowych fotek na insta, robionych telefonami przez zwykły ludzi, takich jak my.  Programujemy swoje mózgi, wyświetlając przed sobą dziesiątki powodów do zazdrości. Wytwarzając w sobie pragnienia, których nigdy wcześniej nie czuliśmy i które być może nigdyby się w nas naturalnie nie zrodziły. Być może sama uległam temu zjawisku.  Z pewnością sama się do tego przyczyniam, ale funkcjonuję w sieci tak jak każdy, kto dzieli się swoim życiem na Facebooku, Instagramie… Nie zatrzymamy tego zjawiska blokując sobie dostęp do sieci, zakazując innym publikacji zbyt ładnych zdjęć, itd. Tak wygląda teraz nasz świat i musimy się w nim odnaleźć i szybko nauczyć w nim funkcjonować. Uważam, że to ważne, dlatego tak dużo poświęcam tu miejsca na te słowa.

Nie smuć się, jeśli nie podróżujesz! Nie czuj się z tym źle! Nie miej FOMO! Podróże to pasja jak każda inna! Jeśli kochasz dzierganie na drutach – to to będzie dla Ciebie źródłem radości i poczucia sensu. I tak jak dzierganie nie będzie interesujące dla każdego – tak może się okazać, że podróże też wcale nie są interesujące dla Ciebie. Gdyby jednak zamiast wozić się po świecie – ludzie wrzucali by na insta zdjęcia pięknych wydzierganych szalików i swetrów, instamodelki szczerzyłyby licówki w wydzierganych przez siebie czapkach – wszyscy teraz zajmowaliśmy się rękodziełem, a ja pisałabym teraz o tym jak zrobić pierwszy ścieg. Przypadek sprawił, że wylansowaliśmy akurat podróże.  Ale każda inna pasja może być cool, jeśli Ty sprawisz, że będzie cool. Wystarczy, że szczerze kochasz coś robić. Więc weź głęboki wdech – NIE MUSISZ NIGDZIE JECHAĆ! Tzn możesz, ale nie pozwalaj sobie na to, by marzenia wynikały z negatywnych uczuć takich jak zazdrość, fomo czy facebook envy. Bo zatruwają nasze głowy, a ich niezrealizowanie – budzi frustrację, stres, poczucie pustki i odstawania,i same szkodliwości. Dbaj o siebie Człowieku! Za wszelką cenę dbajże! Zapewniam Cię, że jeśli ktoś wyłączyłby mi możliwość podróżowania, choć je kocham – zajęłabym się czymś innym i też bym to kochała. Jeśli śmieję się do Ciebie z fotki z Ekwadoru – nie znaczy to, że tylko tam znajduje się szczęście! Serio!

A teraz konkrety! 🙂

Skąd wziąć pieniądze na podróże?

Mało elegancki temat, ale musimy. To największa tajemnica, pilnie skrywana przez nieliczne grono blogerów podróżniczych, którzy poznawszy ją – rzucili korpo i wyjechali w świat.
I wszyscy im zazdroszczą, sami chcą dostąpić oświecenia i odkrycia prawdy, że na bank to zasługa bogatych rodziców, wygranej w totka, lub innej losowej okoliczności, bo przecież nikt nie ma tyle hajsu z normalnej pracy, ani tylu dni urlopu!
Gdy kilka lat temu słyszałam, że ktoś wybył na koniec świata na miesiąc – pierwsza rzecz, która przychodziła mi do głowy to to, że to dla bogatych. Myślałam o tym między jednym a drugim mailem w moim korpo. 

Jednym ze zjawisk, których jesteśmy świadkami jest podróżowanie bez pieniędzy i robienie z tego czynu bohaterskiego, godnego medalu “Cebula Roku”. Nie mówię o sposobach na redukowanie kosztu wyjazdu takich jak: odpracowywanie swojego pobytu w hostelu – sprzątaniem pokoi, chodzenie pieszo zamiast zamawianie taksówki, samodzielne przygotowywanie posiłków zamiast jedzenie w restauracji, czy oszczędzanie na noclegu – śpiąc w drodze, wybierając autobus nocny. Te sprytne rozwiązania sprawiają, że podróże są rzeczywiście w zasięgu niemal każdego, pracującego człowieka. Wystarczy bardzo chcieć. Ale potem BUM! Wjeżdza na małe ekrany w całej Polsce takie Azja Express czy Ameryka Express i rozwałkowuje na placek poczucie przyzwoitości i zaniża poprzeczkę akceptowalnego poszanowania godności drugiego człowieka. Uczestnicy mają za zadanie podróżowanie bez pieniędzy po jakimś kraju, najczęściej bardzo dalekim (może łatwiej się zdystansować i odczłowieczyć) i biedniejszym niż Polska. W dodatku na czas! Nie ma więc miejsca na spojrzenie w oczy drugiej osobie, a pogoń za wpakowaniem jej się do auta. Miejscowi pomagają, dzielą się ostatnią miską ryżu. Bo ludzie są dobrzy z natury i wie o tym każdy podróżnik z plecakiem, w zasadzie dokądkolwiek! Potem uczestnicy mówią w wywiadach, że była to przygoda ich życia, jakby niedostępna wcześniej. I że byli wzruszeni jak bardzo ludzie są pomocni, jak bardzo dzielą się mimo biedy. I nikt nie powiedział, że żałował zaangażowania w ten projekt. Korzystanie z tej pomocy i w taki sposób dla rozrywki, aż się prosi o skomentowanie przez telewidza – “Ej, Rejczel, zobacz no, może i my byśmy tak pojechali? We Władysłałowie wydaliśmy w tym roku tyle siana!!”.
Pomyślałabym, że może nikt tak nie pomyśli… Że to niemożliwe, i że należy szanować intelekt człowieka, który potrafi odróżnić telewizyjne show od prawdziwego świata.

Ale wiecie co? Setki, jeśli nie tysiące podróżników z krajów pierwszego świata, typu Anglia czy Stany Zjednoczone – podróżuje tak po świecie! Bo tak fajniej! Bo większa przygoda! Jest to na tyle powszechne zjawisko, że ma swoją nazwę – BEGPACKING. Od słowa backpaking – czyli podróżowanie z plecakiem, gdzie zastąpiono pierwszy człon słowem BEG – czyli żebrać. Prosisz ludzi o darmowe rzeczy, albo żebrzesz na ulicy,z rozbrajającą szczerością umieszczając na kartce, że podróżujesz dookoła świata i na tę podróż zbierasz.
Dopiero w tym roku przeczytałam artykuł o wątpliwej etyce takiego podróżowania, bo generalnie jest to postrzegane jako KOZACKIE RUMAKOWANIE. Czemu się tak nad tym pastwię? Bo ktoś za Twoją podróż ZAWSZE musi zapłacić. Albo będziesz to Ty, albo ktoś inny. Wierzę, że czytają to ludzie, którzy widzą ogromny zgrzyt w tym, by płaciła za to rodzina, która ma na przeżycie 30 dolarów miesięcznie. Tylko dlatego, że postanowiłeś/łaś nie pracować. 

Nie jedź w podróż jeśli nie masz na nią pieniędzy! 

Ale przecież masz 🙂

Jak to?

Nasi koledzy po fachu, podróżnicy nazywający się na Instagramie: “Podróż odbyta” bardzo ładnie kiedyś wyjaśnili, wszyscy już mamy pieniądze na podróże. Tylko – 60 zł jedna Pani wyda na manicure, a druga odłoży do skarbonki, bo to dla niej znaczy 6 obiadów w Tajlandii. Tak właśnie działają priorytety. Moim sposobem przed laty, gdy miałam stałą miesięczną pensję, było to, że obliczałam sobie koszty życia: mieszkanie, rachunki, jedzenie – to dla większości z nas JEDYNE rzeczy, na które MUSIMY mieć pieniądze. I jednocześnie są to rzeczy, które jesteśmy w stanie przewidzieć. 
Dlatego też z mojej pensji, jak tylko ją dostawałam odkładałam część na podróże.
Oczywiście oprócz mieszkania, rachunków i jedzenia, w zależności od tego ile wynosiła w danym czasie moja pensja i jakie miałam warunki bytowe, i na ile sobie mogłam pozwolić i z czego jeszcze nie mogłam rezygnować – do kosztów stałych doliczałam np. soczewki kontaktowe. To dobry przykład priorytetyzowania – bo mogę bez nich żyć. Bo mogę używać okularów. Ale jakość widzenia w soczewkach jest dla mnie tak bardzo wartościowa, że ląduje w priorytetach wyżej niż podróż. Kiedy zarabiałam więcej doliczałam do kosztów stałych też parę groszy na małe radości, by uprzyjemniać sobie dzień. Tusz do rzęs, bilet do kina, lunch na mieście z przyjaciółmi… 
W gorszych czasach – szukałam radości gdzie indziej. I dodatkowych źródeł przychodu. 

Kluczowe jest to, by nie czekać do końca miesiąca na to co zostanie z pensji. Bo w ten sposób często nic nie zostaje! Podsumowując – obliczamy koszty stałe, a resztę wpłacamy na subkonto, najlepiej takie do którego nie mamy karty. Takie konto można założyć i prowadzić za darmo w wielu bankach. I nie ma tych pieniędzy! Nie ma dla nas tej forsy – co by się nie działo. 
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdemu zostaje… Że wielu z nas żyje od pierwszego do pierwszego. Nie jest możliwe bym mogła pisać ten tekst indywidualnie, dla każdego z osobna. 
I też nie znam sposobów na każdy problem więc pewnie nie umiałabym doradzić każdemu. Wszyscy jakoś kombinujemy i radzimy sobie.
Oszczędzanie na podróż to jedno, oszczędzanie w trakcie podróży – to drugie. Sposobów na oszczędzanie w drodze jest wiele, kilka wymieniłam powyżej. Jeśli życzycie sobie osobnego tekstu na ten niezwykle obszerny temat – proszę o sygnał. Natomiast jeśli nie planujesz spędzić w podróży roku, a wykorzystać urlop (czyli nie masz czasu, ani sił odpracowywać noclegu w hostelu) – tutaj kilka przykładów:

  • nie odwiedzać płatnych atrakcji turystycznych
  • wynajmuj pokój w hostelach, z kuchnią
  • szukaj noclegów ze śniadaniem
  • kup LifeStraw i pij kranówkę
  • zwolnij – i tak nie zobaczysz wszystkich miejsc, ale 
  • nie kupuj pamiątek, rób zdjęcia i kolekcjonuj wspomnienia

Kiedyś kolega mi powiedział, że nie jedzie na wakacje, bo nie ma pieniędzy. Dodał przy tym, że ma jakąś tam kwotę, ale w sumie niewielką i przykro byłoby mu, gdyby był zagranicą i nie mógł sobie kupić czegoś, jeśli coś by mu się spodobało. To nie miejska legenda – znam typa osobiście, i zakładam, że nie jest jedyny. Tylko niewielki odsetek ludzi na globie jest sobie w stanie zawsze kupić to co im się spodobało. Nie możemy sobie zawsze wszystkiego kupować. W podróży to nic nowego. Jeśli zrezygnujemy z rozrzucania mamony na prawo i lewo – okaże się być może, że możemy być w ciągu roku w 2 lub 3 krajach, a nie w jednym.  Być tam. I o to nam chodzi. Nie mieć tam. W Iranie, najpopularniejsze atrakcje turystyczne to zabytki i miasta pamiętające czasy starożytności. Nie odwiedziłam ani jednego z tych podczas mojego wyjazdu. Nie widziałam ani jednego miejsca z przewodnika. A mimo to uważam ten wyjazd za jeden z najciekawszych w moim życiu. Kto powiedział, że trzeba trzymać się turystycznej trasy, że jest lista rzeczy must-see, bo bez tego podróż się nie liczy? Byłam w Iranie i spędziłam czas na zwiedzanie na nawiązywanie przyjaźni i rozmowy o życiu. Odwiedziłam też miasto Meshhad, które może nie jest na naszej liście top of Iran, ale ciągną do niego pielgrzymi z całego Bliskiego Wschodu, bo to dla nich święte miejsce. Nie trzeba robić tego co wszyscy, by czerpać radość z poznawania innego miejsca na świecie. Poza tym wszystkie popularne miejsca można obejrzeć na Youtube, na fotkach w googlu, przeczytać na dziesiątkach blogów… A samemu odkryć, zobaczyć i przeżyć coś unikatowego. Innego.   Nie ma czegoś takiego jak must-see!

Jak wreszcie wyjechać?

Zawsze mówię o tym tak: kiedy już mamy budżet, wiemy kiedy chcemy wziąć urlop – siadamy przed porównywarką lotów (skyscanner, kayak – a cały tekst o szukaniu tanich połączeń – jest tutaj). Zaznaczamy miasto, z którego chcesz wylecieć, określamy daty, a w miejscu docelowym wybieramy – Gdziekolwiek. Albo Cały Świat. I wyskakuje Ci długa lista możliwości.
Następnie, ze wszystkich lotów, wypisujemy sobie na kartce te na które Cię nas i te które są dla nas interesujące.
Drogą eliminacji wybieramy kierunek swojego urlopu – nie na odwrót. To po pierwsze: najrozsądniejsze cenowo rozwiązanie, po drugie – zaczynamy przyzwyczajać się do rozpoczynającego się CARPE YOLO. Czyli jakiegoś elementu szaleństwa, spontanu, myślenia poza schematami. 
I dopiero teraz gdy mamy już bilety – jest czas na to, aby wpaść w panikę. Nie znam nikogo kto nigdy się nie zestresował jakąś podróżą. Uważam, że to zdrowy objaw, a brak emocji to cecha socjopaty. 
Jeszcze 2 zaskakujące dla mnie rzeczy przewijają się w rozmowach z Wami. 
Pierwszą jest utożsamianie podróży zagranicznych jedynie z biurami podróży. Drugą pytanie: jak się odważyć?
Zacznijmy od biur i zorganizowanych wycieczek. Agencje turystyczne nie mają monopolu na wyjazdy zagraniczne. Nie są jedynym oknem na świat, jedyną bramą teleportacyjną. Takie wyjazdy, w jakie wyprawiamy się my – nie są ekspedycjami naukowo-badawczymi, tylko zwykłymi samodzielnie zorganizowanymi wyjazdami, w jaki może udać się absolutnie każdy. W powyższy sposób, poprzez kupienie biletu lotniczego. Nigdy nie twierdziłam, że jest coś złego w wyjazdach zorganizowanych, czy nawet w monotonnych all inclusive, ale podejrzewam, że jeśli dobrnąłeś Czytelniku w tym tekście aż tu – nie takiego wyjazdu potrzebujesz. 

A co do pytania – jak się odważyć? Nie bardzo wiem jak na nie odpowiedzieć, bo nie o to chodzi, by namawiać kogoś do czegoś, czego nie chce. Tak jak wspominałam wcześniej – podróże wcale nie muszą być pasją każdego i nie każdego wykopałabym w świat. Jeśli tak bardzo boisz się jechać, że zapiera Ci dech w piersiach – nie jedź!  Jeśli natomiast odczuwasz zew i słyszysz wołanie Twojego imienia z drugiego końca globu, ale jest stresik – oto co mogę tutaj poradzić.

Czyli pogadajmy o lękach.

Lęk przed barierą językową lub przed złym angielskim.
Nie mówię, że to wygodne – nie móc porozumieć się z innym człowiekiem. To faktycznie bywa żenujące. Laos, Kambodża, Tajlandia – to kraje, w których nie mówi się powszechnie w żadnym znanym mi języku. Są one natomiast jednymi z najczęściej odwiedzanych przez europejczyków krajami na świecie! Są takie miejsca w Bangkoku, gdzie więcej jest białych niż miejscowych. Zachód zjeżdza w te rejony i daje sobie radę!
Dobrze jest znać oczywiście kilka słów po tym angielsku, żeby wiedzieć choćby jak dotrzeć do bramki na lotnisku. Natomiast taka wiedza jest do wystudiowania w 2 tygodnie: toilet, exit, hello, i tak dalej… Na Sri Lance zatrzymałam się w prywatnej kwaterze, w domu Pani której angielski był na poziomie mojej znajomości fizyki kwantowej. Pani znała 30 słów. Natomiast korzystała z nich z taką pewnością siebie, i tak sprytnie, że byłyśmy w stanie rozmawiać na każdy temat. O ile ja oczywiście nie wyjechałam z poprawnym gramatycznie zdaniem podrzędnie złożonym po angielsku. Dukałyśmy tak razem i na grzyba zdały mi się lata nauki.

Bywa i tak!

Język to narzędzie komunikacji. Nikt nigdzie nie będzie oceniał, czy Twoja prezentacja lingwistyczna jest godna podjęcia z Tobą dyskusji. To nie show.

Lęk przed niebezpieczeństwami.
Czy wiesz, że tylko w pierwszej połowie 2019 roku popełniono w Polsce 423 455 przestępstw? Oznacza to, że jeśli wszystkie miasta w Polsce miałyby po 10 000 mieszkańców, w ciagu 6 miesięcy w naszym niewielkim miasteczku doszłoby do ponad 100 kradzieży, pobić, włamań i morderstw. Tylko tych zgłoszonych. A mimo to – nie myślimy o tym wychodząc z domu. Jeśli nie wybierasz się do kraju, w którym jest wojna, lub wyjątkowo trudna sytuacja – masz pewnie podobne szanse na nieszczęśliwe zdarzenie. Tam też żyją ludzie, tam też toczy się życie. To co warto zrobić – to sprawdzić na blogach lub w przewodniku – czy w tym rejonie są jakieś charakterystyczne przekręty wobec turystów, czyli tzw. scamy. Jednego z nich sama byłam ofiarą, opisałam to tutaj. Wciąż jednak uważam, że trochę należało mi się za ignoranctwo i było bardzo przydatną lekcją na później.

Lęk przed samotnością
Bywa tak, że nie mamy z kim pojechać. Albo, że wolelibyśmy już być gdzieś sami, niż wkurzać się, że ktoś zupełnie inaczej chce spędzać czas.

Czemu nie? 

W podróży solo nigdy nie jest się samym. Mam tylko jedną podpowiedź – korzystaj z hosteli. Tam zatrzymują się inni samotni podróżnicy, i jakoś to się tak samo dzieje, że po 3-4 nocach już się ma kompana na wycieczkę za miasto (bo taniej), nauczyciela języka (bo można potrenować), czy przyjaciółkę z sąsiedniego kraju, którą obiecujemy kiedyś odwiedzić, bo tak miło rozmawiało się w lobby. Wybieraj hostele, które mają przestrzeń wspólną: patio, lobby, itp.

Z drugiej strony – kiedy ostatnio spędziłeś cały jeden dzień sam, samiuteńki – nie rozmawiając z nikim? 

Lęk przed nie poradzeniem sobie.

Nie ma bata! Jeśli umiesz się nakarmić, umyć, i położyć do łóżka – poradzisz sobie z tym w innej części świata. Jeden, dwa, trzy dni maks – zajmą przyzwyczajenia do np.tego jak kupić bilet na autobus, jak co działa, czy jak przeliczać waluty. 

Czy jeszcze coś zawiera się w tym pytaniu – jak się odważyć?

 

Tekst wyszedł naprawdę długi. A ja o podróżowaniu mogę mówić i mówić. Ja w zasadzie w ogóle mogę mówić… Dlatego jeśli czegoś zabrakło, lub źle zrozumiałam pytanie – jak zacząć podróżować – to może być tylko pierwsza część. 

Odezwijcie się w komentarzu, Ziomki z internetu. Zobaczę co da się zrobić. 

Komentarze

  • Dietetyk Na Walizkach
    31 sierpnia 2019

    Nie każdy musi podróżować. Jednak myślę, że nawet jeśli nie mamy czasu/ochoty/środków na dalekie podróże to warto zrobić sobie chociaż mini-wypad za miasto. To dobrze robi, pozwala się zdystansować i nabrać nowej energii. Ja osobiście należą do tych osób, które za długo nie usiedzą w jednym miejscu 🙂

  • Gosia
    12 września 2019

    Hej, orientujesz się może czy da się dostać do Indii bez przesiadek?

Post a Reply to Gosia cancel reply

LUBISZ MÓJ BLOG?

Możesz objąć kanał Globstory patronatem.

Dzięki!

@globstory

Follow Me