No weather information available
Top

Jak radzić sobie z hejtem?

Bóg jeden wie, ile razy przysiadałam do tego tekstu, ile różnych wersji już powstało i wylądowało w koszu. Pisanie o tym to balansowanie między motywacyjno-psychologicznnym podejściem, a tanią śpiewką samozwańczego trenera personalnego, z nutką poezji Paulo Coehlo.

A temat jest szalenie ważny i wymaga poważnego podejścia, bo wierzę, że jeśli ktoś w sieci szuka tego typu poradników – ma problem. I szuka pomocy.

I chociaż ten tekst jest jakąś kolejną głupią wyliczanką – skrót po hedlajnach niczego Ci nie da. Jeśli to już ten moment, że musisz się kogoś poradzić w kwestii hejtu i demotu, i naprawdę szukasz ukojenia – poświęć mi proszę kilkanaście minut i nie marnuj czasu na czytanie po łebkach. Albo czytaj jak chcesz – na początek, po prostu się wyluzuj .

Nie, nie powiem Ci, byś się po prostu nie przejmował. I tak nie posłuchasz.

Miałam kiedyś takiego kolegę, który choć bardzo to lubił, nie potrafił śpiewać. Pisał słabe piosenki. Wszyscy dookoła to wiedzieli, ale jego pasja i entuzjazm były tak ogromne, że nikt nie miał odwagi podcinać mu skrzydeł. Wszystkie zaoszczędzone pieniądze ładował w muzykę. Naprawdę wszystkie, co do złotówki. Przychodził do jednego studia nagraniowego, z którym byłam zaprzyjaźniona i zawsze prosił, by opuścić mu stawkę za godzinę, którą miał i tak bardzo niską – realizator dźwięku nie miał serca z niego zdzierać, więc nagrywał go po kosztach. Chłopak cieszył się jak dziecko, pracując nad nowymi pomysłami. Zawsze mówił, że założy zespół i będzie grać koncerty. Cel, w zestawieniu z nim, był tak wybujały, że aż nierealny.

Nikt nie wierzył, że to mu się uda, ale też nikt mu nie przeszkadzał, a jeśli mógł – to pomógł. Traktowaliśmy go z porozumiewawczym uśmiechem i do tej pory nie mogę sobie darować, że… wydawał mi się w tym wszystkim trochę zabawny i rozkoszny.

True story. On naprawdę istnieje.

Osiągnięcie celu zajęło mu jakieś 1,5 roku. I skubany – zaczął grywać z pełnym bandem, po warszawskich klubach. Swoje, całkiem przyzwoicie zaaranżowane numery. Wyrobił się. Ludzie przychodzili na jego koncerty, najczęściej znajomi ze swoimi znajomymi, ale jaka to przecież cudowna publiczność. Gość osiągnął to co „znawcy” muzyki, starzy rockmeni, tzw wyjadacze – mieli w swoich głowach, ale nikt nie pofatygował się na tyle, by faktycznie coś z sobą zrobić. I wtedy politowanie i pobłażliwe traktowanie się skończyło, a zastąpił je szacun. Szacun przez duże Sza. Chłopak był szczęśliwy. Sukces.

Były to czasy kiedy nie było Youtuba, takiego jakim go znamy. Nie było ciśnienia na ilość lajków, subów, wirtualnej rzeczywistości. Nie było to wcale tak dawno, jakieś 5-6 lat temu.

Zastanawiam się czasem co by było, gdyby ktoś mu wtedy nawtykał. Gdyby ktoś mu powiedział, że się nie nadaje, żeby „podciął sobie struny głosowe” (tak jak to mi kiedyś ktoś napisał, gdy wrzuciłam do sieci mój pierwszy film – piosenkę, którą napisałam mając 20 lat, która stała się hitem dzięki złej sławie. Nie będę przytaczać – byłam jeszcze dzieckiem. Tak jak Rebecca Black 🙂 )

W jakiejkolwiek lipnej sytuacji teraz jesteś przyjmij proszę ode mnie wirtualnego przytulasa.

I masz już ode mnie na wejściu szacun, że cokolwiek Ci się w życiu chce.

 

1. Opinie nie mają znaczenia

Nie ma znaczenia czy komuś podoba się to, co robisz.

Opinie nie mają znaczenia, bo jesteśmy różni. Jednym filmem/tekstem ktoś będzie zachwycony, a inny poczuje się obrażony. Sorry, za taki wybujały przykład, ale Jezusa ludzie ukrzyżowali! (Jezus przyszedł mi do głowy kiedy próbowałam podać przykład osoby, którą wszyscy lubią. Ale nie, jednak on też tak nie miał). Jurek Owsiak zamiast gigantycznej emerytury od państwa (takiej jaką miał np. śp Kiszczak) dostaje co roku cięgi, budzi skrajne emocje.

cejrowski Przechwytywanie

 

 

 

Oczywiście, miło jest czytać pozytywne komentarze, motywować się nimi, wiedzieć że ktoś Cię czyta/ogląda/lubi/szanuje. To Twoja publiczność, Twoi odbiorcy, trochę jak przyjaciele. I tylko dla nich (a przede wszystkim z pasji – czyli dla siebie) robisz to, co robisz. Będą Cię zagrzewać do działania, ale jeśli ich nie będzie – dalej będziesz robić swoje. Może tylko trochę wolniej 🙂 Dzięki nim będziesz mieć poczucie, że to co robisz, prócz ewidentnej przyjemności tworzenia – ma pozytywny wpływ na drugiego człowieka. Win-win.

Utknęliśmy na tym padole z ludźmi, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego, których nie chcemy widzieć/znać/oglądać i których nie szanujemy. W realnym  życiu byśmy nawet nie nawiązali z nimi kontaktu. Toksyczne jednostki eliminuje się z życia, dla własnego zdrowia. Po tekście komentarza nie widać, czy to właśnie taka osoba.

A w Internecie ludzie komentują, nawet jeśli nie mają nic do powiedzenia. Jest cała masa takich, których skręca, by napisać cokolwiek, i którym wydaje się, że mają taki obowiązek. Powiedzieć Ci, że im się nie podobasz. Tak, abyś na pewno wiedział! Żebyś sobie nie pomyślał, że milczenie oznacza pochwałę.

komenty

 

 

 

2. Opinie nie mają znaczenia (!sic)

Nie pomyliłam się. Jeszcze raz trzeba to podkreślić. Nie będziesz podobać się wszystkim, a im więcej osób Cię zobaczy – tym więcej będzie Cię hejtować. Przygotuj się na to, zaakceptuj to, i rób swoje.

I to idealny moment, żeby zweryfikować czy to co robisz jest szczere, bo robisz to z pasji, czy robisz to dla poklasku, lajków, uznania, pieniędzy. Ci ostatni prędzej czy później rzucą swoją działalność i tak. Albo wylądują na oddziale psychiatrycznym.

Zabrzmi to bardzo źle, ale te dobre komentarze też trzeba brać do serca, tylko do pewnego stopnia. Przyjmuj je po prostu jako pozytywne emocje i już, bo jeśli naprawdę uwierzysz, że jesteś „genialny”, „wspaniały” i „cudowny” – arogancja i pycha zje Ciebie i twoją pasję tak samo jak hejt.

Dlatego opinie nie mają znaczenia.

Dostaniesz być może, tak jak i mi się zdarza, wiadomości, że zmieniłeś czyjeś życie. Ale to tak naprawdę nie Twoja zasługa, a tego, że ten ktoś był w stanie sam zaczerpnąć z Twojej twórczości to, co było dla niego wartościowe. Potrafił to przepracować i poprawił jakość swojego życia. Fajnie, że kogoś do tego inspirujesz. Tyle!

 

3. Nie karm trolla, nie tłumacz się16112503_1619363924746734_5504848354431652140_o

Niech Cię ręka boska broni przed próbą polemizowania z komentarzami wzburzonych internautów. A boska siła będzie potrzebna, zwłaszcza na początku, nim przywykniesz – bo będzie Cię świerzbić. Mi zdarzyło się kilka razy odpowiedzieć i gwarantuję Ci, że to strata cennego czasu.

Nie musisz się z niczego tłumaczyć, doprecyzowywać, wyjaśniać. Wierz mi, że ten kto faktycznie chce wysłuchać co masz do powiedzenia – nie zrozumie Cię źle. Są badania naukowe potwierdzające to, że ludzie wyłapują to, co chcą usłyszeć, co potwierdzi ich własną tezę. Tezę, której być może nie chcą zmienić, bo są jej pewni, bo to wiąże się z poczuciem, że nie ma się racji. Nikt nie lubi nie mieć racji, dlatego właśnie słuchanie jest trudną sztuką i walką z własnym ego.

W większość – Twoi odbiorcy to ludzie, którzy podzielają Twoje poglądy, którzy się z Tobą utożsamiają i nadajecie na tych samych falach. I tak buduje się społeczność. Nie warto mieć poczucia (ani celu), że się kogoś nawraca.

 

4. Nie bądź faszystą

Nawet jeśli wiesz, że masz rację – nie musisz przekonywać do tego wszystkich i oczekiwać, że wszyscy się z Tobą zgodzą. Nie zgodzą się!

Jeśli chcesz zmieniać świat – rób swoje uczciwie, przykładaj się, włóż to serce i pokaż swoją postawą, że to co mówisz ma sens. Moim zdaniem, nie wiem  na 100% czy tak jest, ale wiele na to wskazuje – cała ta wirtualna, zmasowana paplanina sprawia, że słowa i zdania nie mają aż takiego znaczenia, co przekaz niewerbalny. Tak. Nawet w sieci taki istnieje. Jeśli mówimy oczywiście o sytuacji, w której stajesz się „osobą publiczną”, czytaj – dzielisz się swoimi osobistymi doświadczeniami, lub każdy może wygooglać coś więcej, niż przedstawiasz w swej twórczości.

Ludzie nie są głupi, ale czasem nie wiedzą jacy są mądrzy. Wszyscy odbieramy wrażenia po całokształcie. Dziewczyny tu mają trochę gorzej, bo od nas oczekuje się jednej rzeczy, której faceci mieć nie muszą – urody. Ale tu patrz pkt. 1 i 2.

Nie oczekuj, że wszyscy będą Cię kochać, bo wielu ludzi nie kocha nawet samych siebie. (Ładne, co? Nie ja to wymyśliłam.)

 

5. Żartuj

15940825_1472488732784568_3084292203095542125_n

Jeśli już MUSISZ odpowiedzieć na durny komentarz, to tylko w formie żartu. Każdy inny będzie jak polemika frustratów. Żart to inteligentna forma ripostowania, który docenia absolutnie KAŻDY, kto ma poczucie humoru (a ludzie bez niego nie są fajni i nie warto się silić, by im zaimponować).

 

6. Banuj

Proste. Ktoś się naprodukował pod Twoim dziełem? Ciach!

Gdyby ktoś wszedł do Twojego mieszkania i zrobił kupę na środku salonu, to co byś zrobił?

  1. Wykopał go z domu i usunął zanieczyszczenie
  2. Stał nad nim i próbował go przekonać, że umiesz zrobić ładniejszą i bardziej pachącą

Twój blog, czy cokolwiek innego – to Twój dom, który sam budujesz i dbasz, by było w nim miło Twoim gościom

To nie media publiczne. Nie masz obowiązku pilnować wolności wypowiedzi w Twojej przestrzeni internetowej (zresztą media publiczne też od tego odeszły).

 

7. Konstruktywna krytyka też nie zawsze się sprawdza

Jeśli nie potrafisz pisać, robić filmów – nie znaczy to, że masz nie publikować. Moje pierwsze filmy nadają się do odstrzału jeśli chodzi o jakość techniczną. Nie usuwam ich, bo mówię tam o rzeczach, pod którymi wciąż się podpisuję.

Mam kolegę, który od zawsze mówi, że chce zrobić film. Ma w głowie hollywoodzką produkcję, której nie jest w tej chwili zrealizować: nie ma odpowiedniego sprzętu, miejsca, ludzi… Twierdzi, że musi się za to zabrać, sporo jest do zrobienia, a on chce, by to było wow.

Nigdy wcześniej nie robił filmu.

Nie powiedziałam mu, nie chcąc go deprymować, że moim zdaniem on tego filmu nigdy nie zrobi (może zrobi ;P jak kolega zrobił zespół). Bo zamiast szukać rozwiązań, on szuka przeszkód. I nikt nie jest w stanie ze swojej pierwszej produkcji zrobić od razu dzieła na miarę Tarantino. Tutaj przydaje się zasada: Better „done”, than „perfect”!

Wrzucanie niedoskonałych treści do internetu nie jest niczym złym. To najlepsze, na co w danym momencie Cię stać, a publikowanie czegokolwiek MOTYWUJĘ I TO JAK do kolejnych działań.

Oczywiście, że ktoś Ci napisze, że nuda, że coś powinieneś zrobić inaczej, że powinieneś iść w inną stronę, że tu powinno być tak i tak. Może i mają rację. Ale z drugiej strony – nikt inny nie ma pojęcia jaką Ty masz na to wizję na to co robisz. Do jakiego celu zmierzasz. Z każdej konstruktywnej krytyki faktycznie możesz wyciągnąć coś wartościowego, ale to wciąż Twój Koncept. A najlepiej uczyć się w praktyce.

 

8. Dbaj o pewność siebie…

… by nie mieć potrzeby nikomu czegoś udowadniać.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić – wiem. Dlatego zagadnieniu poświęcam całą, drugą część tego tekstu. Choć wiem, że pobieżnie, ale nie jestem psychologiem. I nie chcę tu przytaczać tekstów z motywacyjnych obrazków w stylu indie, bo wszyscy je znają.

Pewność siebie przydaje się w życiu, w każdym jego aspekcie, więc warto podjąć trud. Moim zdaniem (na mnie miał chyba największych wpływ) najlepszym sposobem na zbudowanie pewności siebie jest świadomość siebie, własnych możliwości – jakie by one nie były. Nie musisz być herosem, by mieć poczucie własnej wartości. Wtedy nikt z nas by jej nie miał. Życie to ciągła praca i nauka, będziesz się wiec rozwijać, szybciej lub wolniej. Nie ma cudownego, jednego etapu kiedy poczujesz się zajebiście i powiesz „Tak, teraz jestem pewny siebie”. Lepiej zaakceptuj fakt, że jesteś w ciągłym procesie rozwoju, to i to już umiesz, tego się nauczysz – nie skupiaj się na niedoskonałościach, bo to stan przejściowy. I minie!

 

Think big, ale nie oczekuj zbyt wiele

To, że nie zdobędziesz popularności nie znaczy, że Ci się nie udało. Miejsce w Panteonie jest tylko dla wybrańców, jak w każdej dziedzinie życia i w każdym zawodzie. Bardzo często są to ludzie, którzy latami pracowali na swój sukces i zaczynali tak, jak każdy (ale nie mieli świadków tej pracy, więc nikt jej nie dostrzegł). A innym razem to jakieś patałachy, którym się poszczęściło, lub mają wtyki. To, że będziesz wśród nich – nic nie znaczy. To nie jest jakaś elita nadludzi, by marzeniem każdego powinno być – stać się jednym z nich.

Ciągle dostaję wiadomości, że szkoda, że Globstory ma mało subów. „Mam” 27 000 subskrybujących mnie ludzi. Toż to tylu ilu jest mieszkańców w małym polskim mieście! 🙂

Jeśli niekoniecznie chcesz zarabiać na blogowaniu – to nie ma aż takiego znaczenia.

Jeśli chcesz zarabiać (Nie ma oczywiście absolutnie NICZEGO złego w zarabianiu na swoich pasjach. Absolutnie) – to jest już biznes. A my tutaj nie o tym. My o sprzedawaniu ewentualnych powierzchni reklamowych, a nie ideałów.

 

Nie ma rzeczy niemożliwych dla nikogo…

… czyli nie zniechęcaj się, gdy coś nie wychodzi 🙂

To, że coś jest trudne nie jest powodem do poczucia się zdemotywowanym. O co chodzi?

Model biznesowy w wielu firmach opiera się na tzw. celach. Tzn. dany dział ma cele, które musi zrealizować. Badania (tak zarządzane są największe marki świata) pokazują, że wyniki będą lepsze, jeśli cele będą wyżyłowane. I jeśli osiągnie się je w 70% to sukces. Pomaga to w motywowaniu teamu i w dużej mierze opiera się na entuzjazmie.

Ja nie lubię tak do tego podchodzić, bo ja cele traktuję jako zadania do wykonania. Wtedy nie zastanawiam się nad tym jak coś jest trudne, tylko je po prostu zabieram się je za realizację. Wówczas, gdy pojawią się trudności nie rozpatruję ich w kategorii porażek i nie demotywuję się. Instynktownie – próbuję wtedy podejść do tematu od dupy strony.

Poza tym – człowiek, który nigdy nie popełnił błędu – nie zrobił niczego nowego.

 

Bądź skromny (i patrz punkt 4), lub przynajmniej się staraj

To jest cecha, która idzie w parze z pewnością siebie. Każdy ma swój zestaw skilli, powołanie, doświadczenie. Nie ma absolutnie żadnego powodu do wywyższania się ponad innymi, bo Ty możesz robić cudne zdjęcia, a ktoś robi piękne swetry na drutach.

 

Rób swoje
Zobaczysz, że hejterzy dadzą Ci spokój, znudzą się szybciej niż Ty. Przyjdą nowi, ale oni też sobie pójdą, bo Ty już będziesz piąć się i piąć po swojej własnej drabince, robiąc to co kochasz 😉

No i przede wszystkim wyluzuj… To tylko problemy białego człowieka, w XXI wieku.

A na zakończenie – piosenka!

 

 

Komentarze

  • szynciu
    17 stycznia 2017

    Dobry poradnik, siła z Tobą, a piosenkę uwielbiam od pierwszego usłyszenia :3

  • Goga
    18 stycznia 2017

    Świetny,mocny i mądry text. Twoja piosenka najlepszą formą rozprawienia sie z hejtusiami od których tylko:czysta nienawiść,zazdrość,zawiść.joł 🙂
    Pozdrawiam.Uwielbiam Twoje wpisy i filmiki 🙂

  • Ania
    21 stycznia 2017

    Kocham tą piosenkę, <3

  • Gustavo Woltmann
    23 stycznia 2017

    Pewność siebie to faktycznie klucz do wszystkiego. Póki zna się swoją wartość, nie trzeba się zupełnie przejmować rzeczami, które mówią inni (o ile nie jest to konstruktywna krytyka).

  • Dorota
    24 lutego 2017

    Piosenka-świetne podsumowanie hejterów, brawo!

  • DoraM
    21 marca 2017

    Gratuluję odwagi, humoru i pewności siebie. Weszłam tu przypadkiem, ale jestem pod wrażeniem, jak fajnie śpiewasz. Dobry tekst. Pozdrawiam.

  • Marta
    28 grudnia 2017

    O Pani, jaki dobry tekst! przeczytany z prawie rocznym poslizgiem:)

  • Lidia
    18 stycznia 2018

    super tekst, bardzo mi się przydał 🙂

  • Hania
    20 kwietnia 2018

    HA! Super tekst i to nagranie 😀 ;D Tekst przyda mi się w czasie oswajania się w nowej pracy 😉 Dzięki!

  • Artur
    18 czerwca 2018

    Wyjdź za mnie Kaju

  • edmun
    6 grudnia 2018

    Hej coś się bardzo porozjeżdżało tutaj na tym wpisie

zostaw komentarz

LUBISZ MÓJ BLOG?

Możesz objąć kanał Globstory patronatem.

Dzięki!

@globstory

Follow Me