No weather information available
Top

Gruzińskie SPA i inne przyjemności

Mimo tego, że w czasie podróży noszę aparat non-stop przy sobie – są sytuacje, ludzie i miejsca, których pokazać Wam nie mogę. Choć próbowałam. A było to tak…

Jest w Tbilisi miejsce, które nazywa się „bania”. Znajduje się niemal w samym sercu starej części miasta i trudno na nią nie wejść, gdyż jest pod ziemią, a jej falisty dach wpisuje się w krajobraz małego parku. Bania to łaźnia turecka, którą wybudowali tu wieki temu Persowie. Kiedyś już miałam przyjemność zażycia relaksu w łaźni tureckiej w Stambule, ale ta gruzińska to zdecydowanie inna przygoda.

Wyobraźcie sobie szalet miejski, z czasów PRL. Do którego musicie zejść po schodach w dół. Korytarz i wszystkie pomieszczenia wyłożone są starymi, zniszczonymi kafelkami. Podchodzicie do okienka z panią w środku, całość wciąż wygląda jak toaleta. Dajecie Pani pieniążek, ale zamiast papieru toaletowego – możecie po prostu wejść dalej. Wchodzicie do pomieszczenia przechodniego, w którym uderza Was wilgoć powietrza i zapach papierosów. Siedzą tu 3 panie, które najłatwiej każdy sobie wyobrazi, gdy nazwę je „babami”. Wszystkie po pięćdziesiątce, ciemnowłose, po trwałej, przy kości, z bardzo błękitnymi powiekami i pajęczymi nóżkami zamiast rzęs. Przepuszczają nas do kolejnego pomieszczenia.

Przy każdej z 4 ścian stoją metalowe, ciemnoszare szafki, niczym z więziennej sali gimnastycznej, zamykane na kłódki jak średniowieczne sejfy. Siadam na ławce i zdejmuję buty, staram się nie patrzeć na zupełnie nagą 60latkę, która właśnie zbiera się do wyjścia. Zdejmujemy z Martyną wszystkie ubrania, pakujemy do szafek, szykujemy mydełka i szampony oraz wołamy Panią, która zakładka kłódkę na naszych szafkach. Wchodzimy jeszcze głębiej…

W kwadratowym pomieszczeniu z wysokim kopulastym dachem ciężko cokolwiek zobaczyć, gdyż gorąca para rozmydla przejrzystość powietrza. Unosi się intensywny zapach siarki.

Nie jestem pewna, czy mężczyzna po trafieniu do publicznej łaźni kobiecej, poczułby się jak w niebie, czy jak w piekle?

Przy ścianach stoi i moczy się 10 nagich ciał kobiet, w rozmaitych kształtach, wieku i rozmiarach. Daleko im do instagramowych modelek, choć pewnie mają swoich amatorów, wszak atrakcyjność to podobno pewność siebie. Przychodzą do tego miejsca zarówno turystki, jak i gruzinki, pracownice pobliskich sklepów i żebraczki uliczne. Skorzystanie z dobrodziejstw siarczanej, gorącej wody to koszt zaledwie kilku złotych, więc określenie „publiczna łaźnia” nie jest tu przypadkowe. Dwie sąsiadujące panie plotkują spłukując mydło z piersi, inna goli maszynką okolice bikini, a jeszcze inna obcina paznokcie u stóp.

Wykupiłyśmy z Martyną full serwis, czyli asystę Pani w rytualnych pielęgnacjach, które wyglądają podobnie w każdej łaźni, jednak zapewne różnią się poziomem higieny i sterylizacji. Mycie szorstką gąbką, piana i masaż.

Gdy skóra w oparach odmokła, Pani zaprasza mnie na kamienną ławkę. Kładę się na plecak i leżę przed nią jak mnie Bóg stworzył. Dodać tutaj należy, że wniosłyśmy z sobą GoPro, ukryte w kosmetyczce między szamponami. Pomyślałam, że najwyżej pozasłanianiam Paniom miejsca strategiczne i twarze, ale miejsce zasługuje na uwiecznienie. Martyna odpaliła sprzęt, skierowała na mnie. I tak, istnieje film z tego zdarzenia, lecz na sekstaśmę jeszcze za wcześnie 😀

Martyna miała tremę, by kamerę  przekręcić. Gdyby nas Panie z nią przyłapały – mogłoby być bardzo źle. Z perspektywy czasu uważam, że był to głupi pomysł. Niestety mój.

Leżę więc przed Panią, a ta wyciąga czarną szorstką szmatę i zaczyna skrobać mnie nią po całym ciele. Podnosi mi ręce do góry i każe rozsunąć nogi,  by dotrzeć z każdej strony. Jest jednak obszar, którego nie tyka – gdyby ktoś był ciekaw. Następnie każe mi się opłukać pod prysznicem, w tym czasie, zmywa resztki mojej skóry z ławy.

Wracam, kładę się podobnie i zostaję obłożona grubym płaszczykiem piany. Pani masuje mi plecy, i nogi, na koniec prosi bym usiadła. Jakby ktoś nie wiedział – przód też można masować… Oblewa mnie wodą i dziękujemy sobie nawzajem.

Wracam do kącika, w którym czeka na mnie Martyna. Niestety plastikowa torebka z szamponami i filmującą wciąż kamerką GoPro leży po przeciwnej stronie, a sprzątająca po mnie Pani wyraźnie zainteresowała się tym obcym przedmiotem.

Zachowuj się normalnie, zachowuj się normalnie, nie patrz tam – myślę sobie.

Do dziś podejrzewamy, że Pani po prostu nigdy nie widziała takiej kamerki, by wiedzieć, że to to nagrywa. Scena trwała kilka dobrych, przedłużających się minut, ale stresuję się nawet, gdy o tym piszę.

A więc, Moi Drodzy – sami sobie musicie iść sprawdzić, jak jest w bani w Tbilisi. Bardzo polecam, jako przygodę, i jako relaks, najlepiej o poranku po suprze. (Supra* – wyjaśniam w filmie poniżej). Warto wspomnieć, że siarka mimo że śmierdzi okrutnie – jest dla nas dobra i działa leczniczo na wypryski. Mam wątpliwości tylko do szorstkiej szmaty.

Ah, zapomniałabym. Fryzjer.

Po wyjściu do babińczego przedsionka dostałyśmy ciepłej herbatki z cytryną, a w sąsiednim pokoju czekała już na nas Pani Fryzjerka. Jej własna fryzura nie obiecywała niczego dobrego, ale Martyna zapewniła mnie, że tylko nas uczesze i wysuszy.

Kobieta chwyciła grzebień i zaczęła grzebać czesać moje wlosy. Do dzisiaj czuję tę zarpaninę i słyszę dźwięk łamanych końcówek. Nie próbowała ich nawet rozszesywać od dołu, zwyczajnie przesuwała zębami od czubka głowy, po końce, używając siły, gdy natrafiła na opór.

Tej usługi nie polecam.

 

Przyjemności w Gruzji jest masa. Lecz każdą trzeba dozować sobie z umiarem. Zapraszam na film

 

Muzyka z filmu pochodzi głównie z banków muzyki.

Are you Happy – Niklas Ahlstrom

I will be ok – Aldenmark Niklasson

Bani Rachuli

 

—————————————

Dziękuję Martynie Kaczmarzyk za pomoc w organizacji podróży i produkcji materiałów z Gruzji. I z całego serca polecam Wam hostel Villa Opera w Tbilisi, którego właścicielem jest Kuba, a Martynę można tam spotkać w sezonie. Śpiewający Pan Tamada zaprasza do Georgianize Yourself w Kutaisi. ?

  1. Hostel w Tbilisi – Villa Opera
  2. Hostel w Kutaisi – Georgianize Yourself
  3. Jeepy w Gruzji  – Jeep Club Georgia

 

Komentarze

  • Kamil
    3 marca 2017

    Cześć! Czy mogłabyś proszę podrzucić tytuł piosenki zaczynającej się w 13:49? Bardzo proszę 🙂

  • Piotr
    28 marca 2017

    Ten kraj nie jest dla introwertyków. 🙂 Mi się nie udało załapać na żaden toast, a dopiero ostatniej nocy odkryliśmy pewne prawidła działające tym krajem, jak możliwość kupienia czaczy spod lady. Bez tej wiedzy przez tydzień piliśmy wina z elegancką etykietą droższe niż u nas w kraju. Co do łaźni, to przez długi czas żałowałem, że ją pominąłem, mając w głowie to co oferują w Budapeszcie, ale po Twojej historii jednak spasuje. 😀

  • Adam lyp
    6 sierpnia 2018

    Witam 1 września lecimy do Gruzji 8 osób chcemy zrobić objazdówkę czy jest taka możliwość ze Martyna pomogła by nam zorganizować jakiś transport może nocleg?
    Pozdrawiam

zostaw komentarz

LUBISZ MÓJ BLOG?

Możesz objąć kanał Globstory patronatem.

Dzięki!

@globstory

Follow Me