No weather information available
Top

BORAT – prawdziwa historia z Kazachsta… Rumunii

Są historie, których nieopowiedzenia nie mogę odżałować. Powody, przez które się nie udaje, bywają różne: zbyt późno wyciągnięta kamera, zły czas, złe miejsce, zbyt mało kontaktów, wiedzy, umiejętności..
W Rumunii miałam to wszystko. Miałam idealne warunki do tego, by opowiedzieć Wam historię, którą nosiłam w pamięci, przez kilka ostatnich lat, która czekała na ten właściwy moment, którym był wyjazd do Rumunii.
I się potegowało.
A raczej ja.. Spaprałam to. Ja byłam powodem. Ale o tym za moment.

Zapraszam Was dziś zatem na nieco ODTWÓRCZĄ (i trochę odgrzewaną, ale wciąż nieznaną) historię, krótką podróż przez kulisy jednego z najgłośniejszych filmów poprzedniej dekady, z moją wyprawą do Rumunii w tle.

 

Rok 2006, Belgia. Premierę ma film „Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. W kolejnym roku sypią się nagrody: nominacja do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany, czy Złoty Glob dla Sashy Baron Cohena (odtwórcy tytułowej roli, jednego z dwóch aktorów występujących w filmie, choć bohaterów jest znacznie więcej) za najlepszą rolę w komedii. „Borat (…)” zarabia 262 miliony dolarów amerykańskich, na sprzedaży biletów.
Na sukces filmu pracuje jego dobra sława, przekazywana pocztą pantoflową przez miłośników odważnych komedii, jak i kontrowersje, związane z niepowściągliwym humorem kontrowersyjnego komika (Cohena), odbijające się w mediach paradą niepochlebnych artykułów, oficjalnych oświadczeń, listów otwartych i pozwów sądowych. Dowcip proponowany przez twórców taranuje wszystkie wrażliwe mury poprawności politycznej, kulturalnej i społecznej. Nie narusza – on je rozjeżdża na miazgę; bezprecedensowo, biorąc pod uwagę to, że wciąż mówimy o kinie popularnym i kulturze masowej.

Wzbudza to ciekawość, prawda? Aż chce się obejrzeć ten film i zobaczyć, o co tyle hałasu.

Moim zdaniem naprawdę warto, chociażby po to, by być na bieżąco z pop kulturą i rozumieć memy w internecie. Na pewno łatwiej będzie zrozumieć niniejszy tekst, mając swój własny osąd, nie bazujący na opinii recenzentów. Oni – też ludzie. Każdy ma swoje własne granice przyzwoitości, i to jest ok, bo w dzisiejszych czasach wszystko jest on demand (na żądanie). Oglądamy to, co chcemy i cieszymy się, przynajmniej w świecie zachodnim – względną wolnością wypowiedzi. A „Borat(…)” to idealne narzędzie do zmierzenia skali i otwartości na satyrę, każdego z nas.
Mnie film się podobał, gdy oglądałam go po raz pierwszy. Śmiałam się. Niech Was jednak nie męczą wyrzuty sumienia, gdy będziecie pobierać go nielegalnie z Pirate Bay’a. Ponieważ…

 

„Borat(…)” to historia Kazacha, który wyrusza ze wsi, w której mieszka, do Stanów Zjednoczonych, aby nakręcić film dokumentalny o kulturze i obyczajach Amerykanów, mieszkańców państwa idealnego. Wszystko po to, by w Kazachstanie można było zaszczepić owe tradycje i wartości, by „rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej”.
Tego dowiadujemy się z pierwszych kilku minut filmu, i to w zasadzie wszystko, czego potrzebujemy w kontekście niniejszego tekstu.

 

Dla przypomnienia:

 

 

Też nie wiem, czemu w Kazachstanie mówi się po polsku. Domyślam się, że jest to żart sam w sobie. My, Polacy, też zostaliśmy uwzględnieni w dowcipie, którego core jest ignorancja. Nieśmiało zakładam, idąc moim własnym tokiem myślenia przy poznawaniu tej historii, że oglądając sceny z kazachskiej wioski, założyliście, że to plan filmowy i wyjątkowo wiarygodni aktorzy.
Refleksja może przyjść, czytając „ciekawostki” w serwisach filmowych, że produkcja została zrealizowana nie w m.in. W Rumunii. Wieś z Kazachstanu, jest w Rumunii.

Glod, w dosłownym tłumaczeniu – błoto, to tak zwana „dziura”, w której panuje „bida z nędzą”. Wybacz mi, Czytelniku, kolokwializmy, ale stosuję je tylko dla zwrócenia Twojej szczególnej uwagi na poziom życia w owym miejscu i na skalę perspektyw, jakie czekają na młode pokolenie Rumunów, którym przyszło się w nim urodzić i dorastać.
Nie chcesz się urodzić w Glod, a porównując Twoje życie z tym, które dzieje się wciąż w niejednej rumuńskiej wiosce, może się okazać, że masz wiele powodów, aby być wdzięcznym losowi.
Ekipa filmowa z Ameryki, z brytyjskim aktorem na czele, przyjechała do Glod nakręcić dokument o życiu jego mieszkańców. Nikt nie kwestionował powodów, dla których właśnie oni stali się przedmiotem zainteresowania filmowców z wielkiego świata, zwłaszcza że oferowali ok. 5 dolarów (słownie: pięć) za udział w tym historycznym dla wioski wydarzeniu, każdemu, kto zgodzi się pojawić przed kamerą. Bezrefleksyjny entuzjazm gościnnych mieszkańców potęgował pewnie fakt braku dobrej komunikacji i wspólnego języka.
Chudy, ekscentryczny gościu z wąsem, w czasie kręcenia zdjęć, sypiał w pobliskim kurorcie narciarskim. Wpadał, tylko na kilka godzin zdjęciowych w ciągu dnia, by wstawić krowę do mieszkania, pospacerować po wsi, porozmawiać z mieszkańcami w nieznanym im języku obcym. Filmowcy w końcu wyjechali, a życie w Glod, wsi, w której wiele domów nie ma nawet dostępu do bieżącej wody, a kilku tylko mieszkańców ma stałą pracę – wróciło do beznamiętnej normy.

Jakiś czas później, we wsi Glod pojawia się inna ekipa telewizyjna – tym razem BBC. Kręcą dokument na temat kulis kręcenia filmu „Borat (…)” i przedstawiają jego mieszkańcom efekty ich pracy. Glodzianie po raz pierwszy widzą się na szklanym ekranie. Z napisami.
I tak, młoda dziewczyna, filmowa siostra Borata, zdaje sobie sprawę, że wystąpiła w roli „czwartej, najlepszej prostytutki w całym Kazachstanie”, przypadkowa, starsza kobieta została matką głównego bohatera, a lokalny mechanik to uznany ginekolog – aborcjonista.

 

 

Cały dokument dostępny jest na Youtube w języku angielskim. Można w nim zobaczyć frustrację przypadkowych statystów, którzy czują się upokorzeni przed całym światem. Którzy rozumieją jak wielkim, kasowym sukcesem, okazało się przedsięwzięcie, w którym wzięli udział niemal na zasadzie wolontariatu. Ekipa BBC nagle przestaje być mile widziana we wsi, w której nikt już nie ufa obcym; i trudno się im nie dziwić.

Wszystko, o czym czytasz, Czytelniku, to pozbierane skrawki internetowych reportaży i artykułów, których źródła podaję na dole tego tekstu. Nie mam pewności, co naprawdę wydarzyło się dalej. Wg niektórych źródeł, znany z angażowania się w głośne procesy pro bono – prawnik, który przybył do wsi razem z dziennikarzami BBC, Ed Fagan, zdołał namówić 3 reprezentantów społeczności do wstąpienia na drogę sądową z Sashą Baron Cohenem i 20th Century Fox. Podobno wyruszyli oni również do Stanów, by podczas rozdania Oscarów, skonfrontować się z komikiem, ale ambitny plan ostatecznie nie powiódł się z.. przyczyn wizowych.
Podobno prawnik zniknął, tak jak i wszyscy inni zainteresowani z zagranicy, a zaangażowani w sprawę mieszkańcy wioski, sprowadzili na siebie nieufność niektórych sąsiadów, którzy nie dali wiary w to, że nie udało się uzyskać finansowego odszkodowania. I zostali posądzeni o zachowanie pieniędzy dla siebie.

 

To wszystko podobno…
Dlatego tak bardzo chciałam tam pojechać…

 

Chciałam opowiedzieć Wam tę historię, z miejsca, w którym się wydarzyła.

Zaznaczyłam Glod na mapie mojej trasy po Rumunii i z każdym, kogo tam poznałam po drodze – dzieliłam się moimi zamiarami. Los chciał, że jedna z Rumunek, wygooglała przy mnie miejscowość Glod i wskazała mi mój błąd. Otóż są 2 takie wioski w kraju, i „ta właściwa znajduje się nie niedaleko od Bukaresztu, ale na dalekiej północy”.
Jako, że stało się to na początku mojego wyjazdu – udało mi się bezstratnie przeorganizować trasę, i uwzględnić rejon Maramures w tych planach, na czas tuż przed moim wylotem do Polski.
Gdzieś w połowie drogi spotkałam w innej wsi, anglojęzyczną parę podróżujących rekreacyjnie Rumunów. Podzieliłam się z nimi pomysłem odwiedzenia mieszkańców Glod, nakreśliłam im moje zamiary, podkreślając w tej historii to, że nie chcę niepokoić mieszkańców, bo dość już mają kamer i obcych. Będę tam tylko na moment, by nakręcić kilka ujęć i sobie odjechać.

– Żartujesz? Musisz do nich pojechać! Musisz z nimi porozmawiać! Oni na pewno się ucieszą, że są ludzie, którzy o tym wiedzą. I że są ludzie, którzy chcą opowiedzieć ich historię. Będą Ci za to bardzo wdzięczni! – entuzjazm kobiety obudził we mnie odwagę, że warto spróbować i zobaczyć, co się wydarzy. Wspólnie z nią, skontaktowałyśmy się z jej znajomym – Vio, który ma nienormowany czas pracy i mógłby poświęcić mi 1 dzień, i wcielić się w rolę tłumacza. A tak naprawdę, wybór padł na niego, bo prócz czasu, miał on również na tyle awanturniczą naturę, by wziąć udział w niepewnym przedsięwzięciu obcej youtuberki z Polski, tylko dlatego, że „czemu nie”.
Spotkałam się z Vio w Cluj Napoce, na dzień przed naszym wspólnym wyjazdem do Glod.
By przygotować się do tematu zaczęłam wieczorem szperać w internecie. Chciałam znaleźć jak najwięcej szczegółów i zaznajomić się z opowieścią, wszak 1 dzień na nagrania to bardzo mało.
I tu następuje odcięcie dopływu krwi do mojej czaszki, bo oto okazuje się… Że Glod, w którym został nakręcony owy epizod, znajduje się JEDNAK W OKOLICY BUKARESZTU.

Kurtyna.

 

I tym sposobem, odcinek nigdy nie powstał. I dlatego powstał ten tekst.

 

 

Źródła:
https://www.theguardian.com/film/2006/nov/15/news
http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/7686885.stm
http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1078446/We-hate-Borat-The-poor-Romanian-villagers-humiliated-Sacha-Baron-Cohens-spoof-documentary.html
http://www.dailymail.co.uk/femail/article-1078446/We-hate-Borat-The-poor-Romanian-villagers-humiliated-Sacha-Baron-Cohens-spoof-documentary.html

 

Komentarze

  • Radek
    5 września 2018

    Popłakałem się ze śmiechu. 😀 Tym razem szkoda, że swoje filmy robisz sama. Gdyby to ktoś uwiecznił mielibyśmy rewelacyjną komedię.

  • Lech
    5 września 2018

    Faktycznie Glod lezy w odleglosci okolo 2,5 godziny jazdy od Bukaresztu, mniej wiecej 20 km na poludnie od Sinai. Mozna tam dojechac ze stolicy albo droga nr 71 przez Targoviste (miejsce stracenia pary Ceausescu), albo przez autostrade A3 do Ploesti i dalej droga nr 1 do Sinai.
    Przejezdzalem przez te wies kilkukrotnie, nie majac pojecia, ze byla to miejscowka krecenia komedii o Boracie.
    Sama wies nie wyroznia sie niczym szczegolnym, ot kolejna, zwyczajna wies na trasie, jakich wiele. Nie jest ani specjalnie biedna (wozy sa ciagnione przez konie, a nie osiolki jak w Moldawii 😊 ), ani tez specjalnie bogata.
    Zastanawiam, sie czy nalezy zalowac “straconej”okazji na unikalny reportaz. Watpie. Ewentualny material mozna by traktowac co najwyzej w charakterze ciekawostki. Nie wyniknelo by z niego zadne wielkie czy uniwersalne przeslanie.
    Od krecenia filmu minelo ponad 12 lat. Dla Rumunii to cala epoka. Epizod filmowy w zaden sposob nie zmienil rzeczywistosci , a mieszkancy oczywiscie przetworzyli go kazdy na swoj prywatny uzytek. Jedni wzrusza ramionami, inni beda mieli pretensje o potencjalne wynagrodzenie, jeszcze inni uznaja, ze zostali wykorzystani badz oszukani.
    I w kazdym z tych przypadkow jest mieszanka prawdy I nieprawdy. Wspolny mianownik nie istnieje.
    IMO nie ma czego zalowac. Sa o niebo ciekawsze tematy.

  • Sławek
    5 września 2018

    Lol

  • Weronika
    5 września 2018

    Hahaha Kaja jak ja Ciebie uwielbiam! Mogę słuchać Cię i oglądać godzinami 😅 Trzymam kciuki żeby jednak jeszcze kiedyś udało się odwiedzić to dobre Glod i żeby odcinek powstał, bo czuje ze będzie genialny 😊

  • gregorgeous_79
    5 września 2018

    Czy zbyt pochopnym wnioskiem jest konstatacja, że cała ta drama skończyła się transylwańskim piknikiem z rumuńskim ciachem ?

  • AniaM.
    9 września 2018

    No to rzeczywiście się „udało”… Muszę Ci powiedzieć, że we Włoszech też trzeba uważać , bo np. miasteczek San Benedetto też jest kilka. Dopiero dokładniejsze podanie nazwy skieruje na odpowiednie miejsce.
    Wierzę, że jeszcze uda Ci się nakręcić vlog o odpowiednim Glod.

zostaw komentarz

LUBISZ MÓJ BLOG?

Możesz objąć kanał Globstory patronatem.

Dzięki!

@globstory

Follow Me