Film, Hiszpania

Jedzenie, na które nie można patrzeć (+ video)

Cieszyć się każdą chwilą – Boże, jaki to banał. Trywialnych tekstów jest pod dostatkiem na facebookowych wallach. I choć wszyscy je znamy, zgadzamy się z nimi – mamy je w pupkach.
Przypominamy sobie o tym robiąc coś niecodziennego – np. gdy patrzymy na Wielki Kanion. Czemu czujemy się tacy pełni życia patrząc na Wielki Kanion? Bo otwieramy się na to czego doświadczamy. Wiemy, że, do diabła – Wielki Kanion – to rzecz wyjątkowa.
Przechadzam się czasem ulicami Barcelony, przemykam między grupkami azjatów z aparatami i selfie stickami i patrzę jak fotografują to, co jem codziennie na śniadanie. Cieszy ich kanapka z szynką.
(Swoją drogą nie trzeba być Chińczykiem, by strzelać fotkę bułce)
I myślę sobie – serio? Już Ci to spowszedniało, Głupia Ty?
Więc drążę, szperam i szukam niecodzienności w codzienności. I tak znalazłam pewną knajpę… Ale o tym za chwilę

Wspomniałam o patrzeniu i o jedzeniu – dzisiaj o jedzeniu, na które nie mogłam patrzeć.
Czy mógłbyś zjeść to… gdyby ktoś Ci powiedział, że smakuje jak kurczak?

31c2cfbae5bea3064739bc577879c232

No dobra, to na bank nie smakuje jak kurczak. Może inaczej.
Ugotowałam ostatnio potrawkę z królika. Nigdy wcześniej nie jadłam królika, a w Hiszpanii dostępne są właśnie jak kurczaki. I stosunkowo tanie.
Mój chłopak przyszedł do domu, zaciągnął się na głos w progu i miał wytrysk płynu ze ślinianek. Wiedziałam, że jest bardzo głodny.
Gdy mu powiedziałam co to jest – już zanim spróbował widziałam po jego minie, że nawet gdyby był to przenajwyborniejszy rarytas –nie będzie smakować.
I tak mi zaimponował, bo nadgryzł badawczo tę króliczą łapkę. Skończyło się na tym, że usmażył sobie omleta.
Gdyby ktoś mi zamknął oczy zgadywałabym, że jem kurczaka. Swoją drogą – rozczarowanie, że królik taki wykwintny, a taki zwyczajny. No chyba, że kucharz coś spaprał.

I skoro wspominałam już o rzeczach niecodziennich – coraz trudniej zaskoczyć mnie kulinarnie. Ja po prostu pasjonuję się jedzeniem. Czytam o jedzeniu, myślę o jedzeniu, oglądam o jedzeniu, słucham, rozmawiam, gotuję i JEM! Postanowiłam więc zjeść coś inaczej niż zwykle – na ślepo, że się tak wyrażę.
Pozwoliłam dać się nakarmić nie wiedząc czym, ani przez kogo. Jadłam coś na co nie mogłam patrzeć – dosłownie.
Smakowało mi wszystko – nawet to czego normalnie nie lubię – cebula, papryka chilli, pietruszka…

Natomiast KASZANKA – wciąż pozostaje dla mnie niesmacznym hardcorem. Chociaż z wyglądu jest całkiem przystojna.

Mam do Was pytanie – czy gdyby nikt nie widział JAK jecie – jedlibyście jak świnia?